Witajcie w Hatgal

Wczesnym popołudniem zimny, wrześniowy deszcz przestaje stukać w dach drewnianej jurty. Milknie także rozhulany wiatr, ogień w kozie nieśmiało przygasa, a słońce prowadzi subtelną grę z grafitowymi chmurami. Miasteczko na powrót wypełnia się miarowym warkotem mechanicznych mustangów, pędzących w labiryncie drewnianych płotów i kolorowych, blaszanych bram. Gdzieś za zakrętem grupka dzieciaków wybucha głośnym śmiechem, a młode jaki nieśpiesznie drepczą za, wciąż ociekającymi wodą, kudłatymi matkami. Dzień, jakby po krótkiej drzemce, budzi się na nowo do życia. Rozsiądzie się teraz wygodnie na podeście, oprze o lekko wyblakłe błękitne drzwi i zapatrzy na chmury tańczące swój kłębiasty taniec, ponad żółciejącymi modrzewiami w oddali. Wdychać będzie śwież zapach ziemi i gryzącego dymu, ulatującego z komina cienką, białawą strużką. Być może upije z porcelanowej czarki kilka łyków gorącej herbaty z mlekiem, a łyżeczką wybierze ze słoika odrobinę dżemu z leśnych jagód. Gdy twarz zarumieni mu się już od rześkiego powietrza, a dłonie zaczną kostnieć, niechronione przed mroźnymi podmuchami, zbierze spod dachu kilka szczapek drewna, zamknie poskrzypujące drzwi i roznieci tlące się, pomarańczowe węgliki…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s