Z pamiętnika…

Dzisiejszego ranka nic się nie zmieniło. Obudziłam się w wyziębniętym domku z przeświadczeniem, że jednak nie ma co liczyć na siły nadprzyrodzone czy jakąkolwiek inną formę cudu. Znajomość mongolskiego nie spłynie na mnie jak łaska z nieba. Wobec niepodważalności tego faktu, postanowiłam uzbroić się w cały i jedyny dostępny mi w tych okolicznościach arsenał broni – uśmiech od ucha do ucha, uśmiech od lewego kącika ust aż po prawy, no i uśmiech.
Po namyśle stwierdziłam, że przydać się może jeszcze pokaźny zapas dystansu do siebie, a także prawdziwy as w rękawie – odważne, przeszywające do szpiku mongolskich kości spojrzenie, mówiące: ,,traf no tylko do Polski, to się odwdzięczę, a co!” A wszystko, dlatego że (mimo mojego braku aspiracji w tym względzie) zostałam celebrytką. Taką lokalną, hatgalską, ale jednak celebrytką. Starannej ocenie poddawany jest najmniejszy fragment mojej jasnej twarzy, każdy centymetr brązowych włosów i każda bransoletka na moim nadgarstku. Nie wspominając oczywiście o tym, że pod baczną obserwacją jest to, jak sączę herbatę z czarki, jem zupę, zamiatam podłogę czy wkładam buty. Towarzyszy temu wszystkiemu rzecz jasna, długi i wyczerpujący komentarz. Stąd moje senne marzenia o spotkaniu złotej rybki, która mogłaby obdarować mnie umiejętnością rozumienia tego pięknego języka. Los bywa jednak przewrotny! Chubsuguł jest dla złotych rybek najwyraźniej za zimny, a ja jako nagrodę pocieszenia dostałam wierną fankę. Mieszka w jurcie naprzeciwko i jest chyba rodziną, w jaki stopniu jednak, nie udało mi się niestety ustalić. Tumee mówi o niej sister, ale czyja to sister ma być, to nie wiem. Nawet mimo przeprowadzenia prywatnego dochodzenia, polegającego na porównywaniu rysów twarzy. Mniejsza o większość. Istotne, że moja fanka wpada do ,,nas” każdego dnia. Nie zdążą się za nią dobrze zamknąć drzwi, gdy otwiera je znów. Siada przy stole na najbliższym krześle, nalewa herbaty do pierwszej pustej czarki, a na rękę nakłada sobie odrobinę dżemu jagodowego. Fioletowe owoce znikają w jej ustach błyskawicznie, pomiędzy setkami słów, jakie wypowiada z prędkością, równą chyba prędkości światła. No i to jej spojrzenie! Za każdym razem tak samo świdrująco-przenikliwe i dość mocno natarczywe, żeby nie powiedzieć dobitniej, że się po prostu GAPI! Takie zachowanie przy pierwszym spotkaniu, to ja jestem w stanie zrozumieć, ale przy każdym kolejnym (a spotykamy się codziennie)!? Nic to jednak, od dziś zamierzam stosować na niej moją nową taktykę! Koniec ze spuszczaniem wzroku i rumieniącymi się policzkami. Zobaczymy co z tego wyniknie…
cdn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s