Z pamiętnika…

Mojego chłopaka ściga wojsko. No może nie dosłownie ściga, ale ostrzy sobie na niego umundurowane ząbki. O fakcie tym dowiedziałam się jednak przy którejś z kolei wizycie, u jednego z licznych braci (czyjego? nie wiadomo), żując przy kuchennym stole karmelową krówkę. Od dobrych dwudziestu minut wszyscy zgromadzeni ( z wyjątkiem dwóch dziewczynek odrabiających lekcje) zawzięcie dyskutowali na nieznany mi, jak zwykle, temat. Tumee krążył po pokoju, przystając co chwilę przy gorącej kozie; jego mama siedziała naprzeciwko w granatowej puchówce; brat sączył wodę z naczynia wyglądającego jak kubeczek po zupce chińskiej, a żona brata poprawiała makijaż przy lustrze.

Przyjechaliśmy tutaj tradycyjnie na motorze, przy czym jak zawsze, zupełnie nie wiedziałam dokąd właściwie zmierzamy. Tym razem Tumee, w pośpiechu chwytając mnie za rękę i wybiegając z domu, rzucił coś przypominającego: ,,Do you want to have a beer-drink with my mum?” Nie dane mi było jednak odpowiedzieć na to pytanie, a jedynie lekko się nad tym zdaniem zadumać, gdy śmigaliśmy już z zawrotną prędkością między drewnianymi płotami Hatgal. Po chwili po naszej prawej pojawiła się także rzeczona mum, przytulona do prowadzącej drugi pojazd przyjaciółki i trzymająca na kolanach… całą siatkę puszek piwa! O mama mia, tylu na raz to ja nie podołam! No, ale czego się nie robi z miłości. Nie był mi jednak ,tym razem pisany, taki sposób udowodnienia moich uczuć względem Tumee, gdyż przy pierwszej bramie za zakrętem zatrzymaliśmy nasze stalowe mustangi. Moja niedoszła towarzyszka od piwa zeskoczyła z siodełka, rzucając torbę przyjaciółce pod nogi, usadowiła się tuż za moimi plecami, chwyciła mnie mocno w pasie i ruszyliśmy z kopyta w dalszą drogę.

Kolejnym przystankiem okazał się być dom wspomnianego brata, w którym trwała intensywna rodzinna dyskusja. Nagle, jak na komendę wszyscy spojrzeli na mnie, żona brata rzuciła tylko ,,army” i ,,Google translator” i całą gromadą popędziliśmy do komputera w salonie. No i się wyjaśniło. Znaczy tak mniej więcej. Z pomocą wujka googla udało się nam ustalić, że za dziewięć dni, w Muron zebrać się ma komisja wojskowa, przed którą Tumee powinien się stawić. Komisja, komisją, ale wszyscy zgodnie stwierdzili, że właściwie to najlepiej by było wysłać nas razem do Polski. No i tutaj zaczęły się schody, bo łatwo powiedzieć, a zdecydowanie trudniej zrobić. Z czego najtrudniej w tym wszystkim, to doprowadzić do wbicia w czerwony, mongolski paszport polskiej wizy. Oj, będzie się działo… cdn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s