Z pamiętnika…

Znajomość polskiego przez mojego chłopaka ogranicza się do następujących słów i zwrotów: ,,jestem głodny”, ,,ogień”, ,,koń”, ,,kocham cię”, ,,cycek” (a to dlatego, że w mongolskim podobne brzmienie ma słowo ,,kwiatek”) i jak mu się czasem przypomni to jeszcze ,,uważaj” (ufasiej). A przepraszam! Dziś rano wprawił mnie w szczere zdumienie mówiąc ,,kurtkę”, wskazując na moją błękitna puchówkę i poganiając mnie do wyjścia (dokąd? jak zwykle nie wiadomo!). Trwałam w tym pozytywnym zdumieniu jednak jeszcze tylko przez jakieś dwie godziny, gdy okazało się, że po mongolsku kurtka to po prostu ,,kurtk”. Zadziwiające jednak, jak z tak ograniczonym jego zasobem polskich słów, przy moim, tak mniej więcej z pięć razy większym zasobie słów mongolskich (z każdym dniem coraz większym!) komunikacja może być sprawna i oczywiście komiczna. Każda konwersacja to gwarantowane doprowadzenie drugiej strony do łez ze śmiechu, zabawne nieporozumienia, bądź w razie braku zrozumienia, pozostawienie problemu do rozwiązania samemu sobie. Czasem jako komentarz wystarczy jedynie fragment wspólnie wysłuchanej piosenki, trudne do wymówienia dla któregoś z nas słowo (w moim przypadku ,,smok”, a w przypadku Tumee ,,łyżwy”), czy zwykłe porozumiewawcze spojrzenie. Choć oczywiście nie zawsze jest tak różowo! Wtedy to polegać można, już tylko na wsparciu zaangażowanych przyjaciół. I tak podczas jednej z naszych nielicznych sprzeczek, w roli tłumaczy występowały aż trzy osoby, z czego jedna tłumaczyła z angielskiego na mongolski, dwie pozostałe z mongolskiego również na mongolski, a ja dorzucałam czasem coś po polsku, czego niestety nikt nie był już w stanie przetłumaczyć.

Zawsze pozostaje jeszcze oczywiście język angielski jako taki, choć i tu różnie bywa. Tumee, na przykład notorycznie myli ,,p” z ,,f”. W związku z czym z ,,party” robi się ,,farty”, a z ,,forever” ,,porever”. Każde z nas dysponuje dodatkowo podręcznym wyposażeniem komunikacyjnym, czyli słownikiem angielsko-mongolskim, kilkoma aplikacjami w telefonie, bądź kartką i ołówkiem. Z nowo poznanych słów przepytujemy się nawzajem w najmniej spodziewanych okolicznościach, jak choćby śmigając na motorze między kałużami lub wciągając w knajpie makaron. Niekiedy budowane przez nas zdania, stanowią unikatowe hybrydy, jak np. : ,,Nadad buty kheregtei, czyli możesz mi powiedzieć hashaa we are going now?” (potrzebne nam jeszcze buty, czyli możesz mi powiedzieć gdzie teraz idziemy?) lub ,,Stop it teneg i nie denerwuj mnie więcej!” (teneg-głuptas).*

Czasem jednak następują okoliczności o zupełnie innej randze. Wtedy niezbędny jest wykwalifikowany tłumacz, najlepiej znajomy, czyli po prostu hatgalski nauczyciel angielskiego. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że rozmowa dotyczyć miała uczuć, a drugą stroną okazała się być mama Tumee, która osobiście zawiozła mnie na to spotkanie na motorze. Usiadłyśmy lekko zmieszane po dwóch stronach stołu, na którym nauczyciel postawił świeży chleb, masło i herbatę. Sprawy nie ułatwiał fakt, że wpatrzone w nas były dodatkowo cztery pary oczu – trójki jego dzieci i żony, najmłodszy berbeć postanowił się niniejszym rozpłakać, a przebrana w piżamę małżonka, co chwilę dorzucała swoje trzy grosze po mongolsku. Ale szczęśliwie daliśmy radę! Nawet zaróżowiony od płaczu maluch, który po pół godzinie łykał już tylko łzy, gmerając palcem w nosie, a małżonka narzuciwszy szlafrok w serduszka machała nam przy furtce, gdy oddalałyśmy się w mrok hatgalskiej nocy… cnd.

*zapis mongolskich słów jest mocno fonetyczny 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s