Cappuccino

,,Hello baby! How are you?” Chimgee puściła do mnie oczko, wyraziście podkreślone czarną kredką, a stojący obok niej barman o zazwyczaj nieprzeniknionym wyrazie twarzy, posłał mi porozumiewawczy uśmieszek i szepnął cappuccino.

Po kilku dniach już doskonale wiedział w jakim celu pojawiam się w restauracji tuż po 13 i drugi raz przed  17. Czasem jeszcze, gdy przesiadując za barem, wycierałam ciepłą ściereczką białe filiżanki o nic nie pytał tylko zdejmował z półki ekspres i bez słowa stawiał przede mną wysoką szklankę pełną aromatycznej kawy, białej pianki i słodkiej czekolady. Opierałam się wtedy o lodówkę, chłodzącą różne gatunki mongolskiego piwa i przypatrywałam się ludziom pochylonym nad miseczkami kleistego ryżu oraz parującymi garnuszkami z gorącym kimczi, w myślach powtarzając jednocześnie nowopoznane mongolskie słówka. Ładowarka, kubek, łyżka, jabłko, nie jestem głodna. Kubek, ładowarka, jabłko, nie jestem głodna, łyżka. Ayaga, tseneglegch, alim,  bi ulsuhgui baina, halbaga… Miałam je pozapisywane gdzie tylko się dało. Na telefonie, na cienkich białych serwetkach, przypadkowych skrawkach papieru, żółtych etykietkach herbaty Lipton i tych jasnozielonych od koreańskiej ryżowej, na rękach, w kalendarzyku, a tylko czasami w przypływie systematyczności, w specjalnie do tego przeznaczonym zeszycie. Cieszyłam się jak dziecko gdy z potoków niezrozumiałych dźwięków udało mi się wyłowić pojedyncze słowa i proste zwroty, a w końcu i samej posługiwać się nieskomplikowanymi zdaniami. Ale chyba jeszcze więcej radości dawało mi, gdy moi uczniowie z niesłabnącym entuzjazmem chłonęli nowy język, niczym wysuszone gąbki, wystawione na ulewny deszcz! To nic, że zazwyczaj ,,p” myliło im się z ,,f”, w związku  z czym z  fat robiło się nagle pet , a z party farty; że próby wypowiedzenia słowa favourite porzucane były już po dwóch podejściach, że chicken stosowane było zamiennie z kitchen i nigdy nie było do końca wiadomo o co właściwie chodzi, a lekcje upływały niekiedy na próbach tłumaczenia z pozoru niewinnych, acz budzących mnóstwo emocji słów z książkowych przykładów, jak spaghetti, vegetarian, atheist, Pyramids czy Ricky Martin. Trzeba im jednak przyznać. Starali się i to bardzo!  Nerwowo patrzyli na zegarki za każdym razem gdy mijałam ich na schodach, by upewnić się czy należy powiedzieć good morning, good afternoon czy może good evening. Skrupulatnie wykonywali każde polecenie, sami domagali się pracy domowej i znienacka podstawiali mi pod nos każdy przedmiot, który nawinął im się pod rękę, pytając o jego angielską nazwę. Byli jak marzenie każdego nauczyciela! Po tygodniu znałam już wszystkich i miałam jak to się mówi ,,wtyki”. W barze, na recepcji, na zapleczu, no i oczywiście w kuchni, ale to już zupełnie inna historia… 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s