девушка

,,девушка! Sto gram wódki!” – krzyknął do mnie otyły Mongoł ubrany w przyciasny, bordowy sweterek, gdy przy sąsiednim stoliku, prowadziłam nierówną walkę z zaschniętą plamą kleistego soku jabłkowego. Już miałam na końcu języka pytanie: ,,Którą wódkę Panu podać?”, gdy uświadomiłam sobie, że mimo, iż prośba z całą pewnością przypominała język polski, to w dalszym ciągu jestem przecież w Mongolii, a moja odpowiedź spotkałaby się co najwyżej, z pełnym konsternacji uniesieniem brwi, ledwo widocznych znad wpatrujących się we mnie skośnych oczu.
Ehh,  znów zostałam wzięta za Rosjankę! Zdarzało się to średnio dwa razy na dzień, poza trzema przypadkami, w których uznano, że jestem 1. Amerykanką, 2. Koreanką! (z której strony ja się pytam!?) i 3. stwierdzono, że właściwie (poza oczami) ja i mój chłopak jesteśmy do siebie całkiem podobni, czyli muszę być Mongołką! :-O Wracając jednak, do teraz już zniecierpliwionych, skośnych oczu i jabłkowej plamy, te pierwsze postanowiłam zignorować i gdybym tylko dostatecznie dobrze znała mongolski, powiedziałabym: ,,Przykro mi. Ja tutaj tylko sprzątam!”! Z tą drugą natomiast, zakończyłam właśnie rywalizację z wynikiem 1:0 dla Oli. Wobec tego faktu i zgodnie z moimi aktualnymi możliwościami lingwistycznymi, rzuciłam ,,Przepraszam!” (Uuchlaarai!) i wskazałam lepką ścierką nadchodzącego właśnie Orgila.

Pomagałam w hotelowym barze od godziny. Stwierdziłam, że nowych wyzwań nigdy dość, a czerwonemu od biegania między stolikami Orgilowi na pewno przyda się towarzystwo i odrobina….. rozrywki! W tym krótkim czasie zdążyłam bowiem, stłuc dwie szklanki, z czego jedną nawet udało mi się pociąć, wybuchnąć ekspres do kawy (niegroźnie na szczęście), pomylić piwo z polewą czekoladową (jego nazwa łudząco przypominała słowo Nestle!) oraz utopić w zlewie małą łyżeczkę do cukru. Nic to jednak! W końcu nie od dziś wiadomo, że początki zazwyczaj bywają trudne! Uznałam zatem, że tak niewielki straty w porównaniu z pełnym rozbawienia uśmiechem barmana, nie powinny mącić mojego doskonałego humoru. Co więcej, w obliczu lekko niedowierzających i zaskoczonych spojrzeń klientów restauracji mogłam się poczuć jak gwiazda, paradując wzdłuż baru niczym po czerwonym dywanie. Podobało mi się! Świeżo mielona kawa pachniała aromatycznie gdy długą, srebrną łyżeczką przesypywałam ją do nagrzanego ekspresu, w kieliszkach od czerwonego wina migotało delikatnie światło, a metalowe miseczki z parującym ryżem przyjemnie grzały dłonie, gdy roznosiłam je po gwarnej sali.  Kiedy masywne kufle lśniły już czystością, a białe filiżanki w równych rzędach schły na wilgotnym ręczniku, dostałam nawet tajną wiadomość, zapisaną na skrawku paragonu: ,,Ola, now your free time ;-)”…

Fot. http://www.dul.mn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s