Ciasto marchewkowe

Było słodkawe, lekko ciepłe i aromatyczne. Skubałam utłuszczonymi palcami niestarannie ukrojony i chyba już nadgryziony kawałek, leżący samotnie na kuchennym blacie. Wskazówki ściennego zegara pokazywały godzinę 22.

– Carrot cake! Idne, idne!1 – zachęcająco rzuciła w moją stronę Tsoogi, wpychając do wielkiej lodówy metalowy pojemnik z kurczakiem w panierce. Po czym, nie czekając na reakcję z mojej strony, podeszła do parującej brytfanki, ukroiła pokaźną porcję i podała mi ją na białym talerzyku, wciskając mi jednocześnie do drugiej ręki widelczyk do deserów. Mmm, co za poezja – pulchna, pomarańczowa i pachnąca prawdziwym masłem!

You eat something? – dodała jeszcze swoim zwyczajem Tsoogi, przecierając energicznie, błyszczące już blaty.

No, no, thank you! It’s too late! I am not hungry! – odpowiedziałam z ustami pełnymi marchewkowej rozkoszy, dorzucając błogie – Amttai!2

Obie doskonale wiedziałyśmy, że chodzi tu o coś ,,porządnego do zjedzenia”, czyli barana, krowę, kozę lub od biedy kurczaka – bo przecież mięso w Mongolii to podstawa! Korzystając z zawartości pojemników poukrywanych za metalowymi drzwiami chłodni Tsoogi, mimo późnej pory, gotowa była przyrządzić dla mnie któryś ze specjałów,  z hotelowego menu. Kochana…

Poznałyśmy się drugiego dnia mojego pobytu w hotelu, gdy w białym kuchennym czepku na głowie wyjrzała przez okienko łączące kuchnię z restauracją zaskakując mnie bardzo komunikatywnym angielskim i bezpośrednim pytaniem: ,,Can you come to the kitchen in your free time? I want to practise my English with you! So nice to meet you!” Mnie też było miło! Następnego dnia, zarzucając długimi czarnymi jak noc włosami, wpadła po 23 do restauracji, poszukując kogoś dysponującego pełną butelką szamponu (tak się składało, że akurat moja pełna była po brzegi), następnego rozprawiając w hotelowym holu o zaletach prostych i kręconych włosów, odkryłyśmy, że łączy nas nie tylko uwielbienie dla szamponu o zapachu marakui, ale i  podobne poczucie humoru, a jeszcze następnego wycinając w pustej, cichej kuchni serduszka z czekolady, i rozprawiając  o facetach, miałyśmy poczucie, że znamy się od lat.

Teraz też kuchnia była pusta i cicha. Dzień pracy dobiegł końca. Na palnikach nie pozostała żadna osmolona patelnia, a brązowe, ceramiczne garnki do kimczi stały w równych rzędach na wysokim regale, tuż ponad ciężkimi czarnymi miskami na zupy. W rogu, na długim stole, czekały na jutrzejsze śniadanie świeże chleby o złocistej, chrupiącej skórce oraz znacznie już uszczuplony zapas marchewkowego ciasta. Tsoogi przysiadła na chybotliwym stołeczku. Wytarła wilgotne dłonie w czerwoną koszulkę z napisem Coca Cola, która zawsze nosiła ślady intensywnego dnia pośród pryskających kropel tłuszczu, zawiesistych sosów oraz pylistej mąki i zerkając na zegar spytała:

Where is your boyfriend?

Midkv!3– odparłam zgodnie z prawdą, któż to raczy wiedzieć gdzie go tym razem poniosło – He promised to call me on his way back to the hotel!

Tsoogi z szelmowskim uśmieszkiem rzuciła tylko:

 Sanaa zowohgvi!4 He loves so he always comes back, I tell you!

Jak na komendę, telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować.

I think that he is just hungry – puściłam do niej oczko i odebrałam telefon – Beno!5

Ben, ben! Honey, I am coming back!

Za!6

– Ola?

Yugne!7

– Jestem veeery głodny! –  usłyszałam w słuchawce jedno z niewielu zdań, jakie Tumee był w stanie wypowiedzieć po polsku i spojrzałam znacząco na Tsoogi, dając jej wzrokiem do zrozumienia: ,,A nie mówiłam!”

Za, bi jaw bna!8

Spojrzałyśmy na, teraz już niewielki, kawałek ciasta i wybuchnęłyśmy śmiechem. Chwyciłam talerzyk i pobiegłam na górę, przypominając sobie w połowie drogi, że przecież Tumee zdecydowanie nie podziela mojego uwielbienia dla marchewkowego łakocia. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Trzeba było wrócić wcześniej! – pomyślałam tylko zatrzymując się pod drzwiami pokoju.  Tumee  spojrzał tylko na talerzyk, który trzymałam w dłoni, potem znów na mnie i z uśmiechem na ustach stwierdził:

Okey, okey! Tomorrow I am not going anywhere, I promise!

Dzięki ci, o ciasto marchewkowe! 😉

  1. иднэ, иднэ! – jedz, jedz! 2.амттай! – pycha! 3.мэдэхгүй – nie wiem 4.санаа зовохгүй – nie martw się 5.байна уу – słucham 6.за – okey 7.үгэн – słucham 8.Би явах байна – już idę
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s