Danzadarjaa Khiid

Dzieciaki wracały biegiem ze szkoły. Minęły szeroko otwartą bramę klasztoru, potem mnie, stojącą z aparatem przy drewnianym, niewysokim płocie i z głośnym śmiechem skierowały się w stronę pustej, asfaltowej drogi prowadzącej do miasta. Chyba poczuły już wiosnę, bo ściskały w dłoniach wełniane czapki i długie szaliki, a rozpięte kurtki przypominały kolorowe skrzydła. Zostałam ze świątynią sam na sam. Wiatr świszczał mi w uszach, zaciśnięte na obiektywie palce marzły w zastraszającym tempie, a kamienny Budda wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń i oświetlone delikatnym słońcem góry. Zaczęłam spacerować między wysokimi stupami. Zrobiło się całkiem cicho i jakoś tak mistycznie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s