Randka po mongolsku, czyli pluszowy goryl, sushi i wampiry

-Podoba Ci się ten goryl? – spytał Tumee, podnosząc ze stosu pluszowych zabawek, wielką czarną małpę o okrągłych, błyszczących oczach.– Podoba mi się! Nawet bardzo! – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, biorąc do ręki mięciutką, uśmiechającą się do mnie haftowanymi ustami, maskotkę – No to zobaczmy co da się z tym zrobić – stwierdził, wyciągając z kartonowego pudełka kilkanaście ostrych strzałek i celując pierwszą z nich w tarczę pełną… kolorowych baloników. Opiekun tej ulicznej zabawy zastygł w oczekiwaniu, ja z gorylem w ramionach również, a dookoła nas pędziło przed siebie codzienne życie stolicy.

Przyjechaliśmy do Ułan Bator z naszej prowincji w celach, powiedzmy że różnych 🙂  Zakotwiczyliśmy się u rodzinki na jednym z osiedli, na obrzeżach centrum i przez kolejne dwa tygodnie dawaliśmy się nieść prądowi, mniej lub bardziej przewidzianych zdarzeń. Mieszkanie było wielkości kawalerki. Miało jedno, niewielkie zakratowane okno wychodzące na plac zabaw, jedną lekko nadwyrężoną kanapę, na której nikt nie spał (bo spało się na podłodze) i rząd kolorowych pluszaków, ustawionych na materiałowym ,,kredensie”, pełniącym również rolę szafy i toaletki. Drzwi były błękitne, skrzypiały niemiłosiernie i choć klamka była chyba lekko popsuta, sprawiały wrażenie pancernych. A i zapomniałabym jeszcze o długiej ławie , której całą powierzchnię zajmował wielki, czerwony telewizor. Działo się za to cały czas dużo! Przez mieszkanko przewijały się tabuny ludzi, niepozwalając mi na ustalenie, kto jest kim i do kogo ono właściwe należ (ale to już temat na osobną opowieść :-)). Bywały jednak i chwile, w których nie działo się absolutnie nic. Wszyscy znikali gdzieś w tajemniczych okolicznościach i nawet z placu zabaw nie dochodziły żadne dziecięce śmiechy czy dźwięki mongolskiego hip-hopu, puszczanego z przenośnych odtwarzaczy – Chodźmy w jakieś ciekawe miejsce – powiedziałam do Tumee podczas jednego z takich momentów, gdy w pokoiku słychać było jedynie latającą pod sufitem zabłąkaną muchę – A gdzie byś chciała pójść? – Wymyśl coś, w końcu to Ty jesteś stąd a nie ja! – rzuciłam mu wyzwanie prosto w twarz! Na krótki moment pojawiło się na niej zamyślenie, po czym mój chłopak zerwał się z czerwonej kanapy i rzucił tylko – Idziemy! – Gdzie? – spytałam, naciągając na uszy wełnianą czapkę i grzebiąc w kieszeniach, w poszukiwaniu zabłąkanej rękawiczki – Na randkę…

Pół godziny później staliśmy nad wielką, murowaną i pięknie zdobioną kadzią, zaciągając się oparami, spalanego w wątłym ogniu, sproszkowanego jałowca (arts). Po brukowanym placu chodziły stada szarych gołębi, a modlitewne, ciężkie, mosiężne młynki, skrzypiały cicho poruszane dłońmi przechodzących wiernych. W Gandham – największej świątyni w Ułan Bator, bywałam już wcześniej, choć muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak tego dnia. Zażółcone modrzewie i popołudniowe ciepłe światło wydobywały kontrastowe kolory świątynnych budynków, nadając klasztorowi magicznego uroku i dozy trudno uchwytnego mistycyzmu. Pięknie było…

Opuściliśmy klasztor nieznanym mi dotąd wyjściem i zaczęliśmy kluczyć ciasnymi, piaszczystymi uliczkami, kierując się w stronę ścisłego centrum miasta. Wszystko pięknie, ładnie, ale czy to już koniec tej zapowiedzianej randki!? – przemknęło mi przez myśl, gdy w ostatnim momencie wbiegliśmy do wypchanego pasażerami autobusu. Kilka przystanków dalej wysiedliśmy jednak przed kilkupiętrowym, przeszklonym budynkiem i rozpoczęliśmy mozolną wędrówkę przez zakorkowany parking. Centrum handlowe! Po przekroczeniu rozsuwanych drzwi, nie miałam żadnych wątpliwości, co do przeznaczenia miejsca, w którym się właśnie znaleźliśmy. No tak, nie od dziś przecież wiadomo, że zakupy, to jedna z ulubionych kobiecych rozrywek. Czego w tym sklepie nie było! Ręcznie robione, skórzane paski, siodła, haftowane deele, rzędy stoisk z zegarkami, akcesoriami domowymi, przyprawami, perfumami, czapkami z daszkiem, słuchawkami… My jednak zatrzymaliśmy się przy tym z kolorową biżuterią! Zaczynało się robić coraz ciekawiej… 🙂

Moja ciekawość sięgnęła jednak zenitu dopiero w momencie, w którym zaproszona uprzednio do koreańskiej restauracji, zobaczyłam na jednym z półmisków sushi po mongolsku! Wyglądało bardzo apetycznie, zawinięte w ciemne algi i pokrojone w równiutkie talarki, ale coś tu jednak było nie w porządku! No nie, to jednak nie może być prawda! – pomyślałam, chwytając jeden z talarków pałeczkami i przyglądając mu się uważnie – Co robisz? – zainteresował się Tumee – Tutaj jest mięso! – odpowiedziałam zaskoczona – No tak, z barana, a czego się spodziewałaś? Honey, this is Mongolia! – roześmiał się mój chłopak, pałaszując swoją porcję i patrząc na mnie rozbawionymi oczami. Punkt dla Ciebie Mongolio!

Zaczynało powoli zmierzchać gdy, zajadając się zmrożonymi na kość lodami czekoladowymi, spacerowaliśmy skrajem osiedlowego skwerku. Dzień planowaliśmy zakończyć w kinie. Na naszej drodze stanął jednak wspomniany goryl i przybite do wysokiej tablicy kolorowe baloniki. Niestety… Z każdym kolejnym rzutem i zmniejszającą się ilością strzałek w kartonowym pudełku, przytulałam do siebie pluszową małpkę coraz słabiej, aż w końcu zmuszona byłam posadzić ją z powrotem pomiędzy grubym krokodylem i  niebieską papugą. Mój dzielny bohater, aż do samego końca, nie dał jednak za wygraną, wychodząc z balonowej rozgrywki z uniesionym wysoko czołem i…. różowym misiem w kwiatki! 🙂

-Wiesz co… , bo zdaje się, że skończyła nam się kasa. Musimy odpuścić to kino – Nie szkodzi- odparłam – To był fantastyczny dzień! – Obejrzyjmy coś w domu! – zaproponował Tumee – Okey, tylko jakiś ładny i mądry film! – zaznaczyłam – No pewnie, że będzie ładny! O wampirach…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s