W poszukiwaniu szamanów…

Na zdjęciu po wewnętrznej stronie okładki zachodzi Słońce. W tle, na lekko rozmytych górach kładą się długie cienie, kontrastujące z błękitnawą smugą jeziora.

Ciepłe światło wydobywa zrudziałą barwę suchej, stepowiej trawy i otacza,złotawymi obwódkami, sylwetki udających się na wieczorny odpoczynek reniferów. Można na to zdjęcie patrzeć godzinami…

Tak jak i na wszystkie pozostałe! Gładzić je w zachwycie palcami i pochłaniać towarzyszący im tekst słowo po słowie. Bo książka Pani Eli Sęczykowskiej jest po prostu piękna! Magiczna i mądra, zabawna i nostalgiczna, przywołująca ducha wypraw i zdarzeń, które zostały gdzieś daleko w przeszłości, żywych już jedynie w pamięci ich uczestników oraz na kartach tej książki. Delektuję się nią niespiesznie, rozdział po rozdziale, wynotowując ołówkiem wszystko to, co trafia wprost do mojego serca. Ogarnia mnie w czasie lektury, jakieś nieopisane wzruszenie, że ta ,,moja” Mongolia jest też tak samo ,,czyjaś”, że rozbudza podobne emocje, wnika do głębi, tak samo czaruje, mami i zachwyca, że nie daje o sobie zapomnieć. Jednocześnie czuję też smutek, że to co opisane w książce już nie wróci. Bo teraz podróżuje się łatwiej, szybciej, w większej łączności ze światem, a z mniejszym oderwaniem od zostawianej w tyle codziennej rzeczywistości. Mongolia też pędzi ku nowemu, też się zmienia, choć na całe szczęście czasem jeszcze gubi drogę pośród bezkresnego stepu, grzęźnie na podmokłych torfowiskach i powoli wdrapuje się na wysokie przełęcze. Zachowuje w dalszym ciągu swego ducha i swoją istotę. Oby jak najdłużej…

,,Mongolia. W poszukiwaniu szamanów” to opowieść, widziana wyczulonymi na szczegóły i malarskość chwil oczami fotografa i podróżniczki otwierającej szeroko serce na cuda tego kraju. Polecam Wam tę książkę i polecam spotkanie z autorką, tak samo ciepłą i inspirującą w rzeczywistości, jak w uwiecznionych przez siebie kadrach 🙂

 

Usiądźcie zatem wygodnie w fotelu, zaparzcie kubek aromatycznej kawy i posłuchajcie:

,,Wszystko oddam za dreszcz emocji, za chwile spędzone przy ognisku na koniec dnia, kiedy przygotowujemy posiłek i wspominamy to, co już się wydarzyło, układamy plan na następne dni, omawiamy strategię podróży, ciesząc się z własnego towarzystwa, spokoju nocy i kładąc się spać w oczekiwaniu na kolejne przygody. Stajesz się odkrywcą nieznanych dróg i miejsc czasem nienaznaczonych ludzką obecnością, których nikt jeszcze nie zadeptał, nie zalał betonem, nie ucywilizował. Tak też czuje się człowiek, który dotknie rozległego mongolskiego stepu, niekończącej się równiny pokrytej suchą roślinnością, poprzecinaną gdzieniegdzie niebieskimi wstążkami rzek, zakwitającą wiosną tysiącami kwiatów. Nad stepem unoszą się chmary owadów, od kolorowych motyli po śmieszne ważki przypominające małe helikoptery. W zależności od pory roku step całkowicie zmienia barwę. Kiedy odchodzi w zapomnienie bardzo mroźna sucha zima – biel śniegu zmienia się w oliwkową zieleń, a potem w jej miejsce pojawia się szaleństwo kolorowych kwiatów i wówczas trudno sobie wyobrazić, że za chwilę krótkie lato przyniesie ze sobą wszystkie odcienie żółci, oranżu i głębokiej zieleni falujących na wietrze traw. Jesień z kolei to czerwień, fiolety i brązy.”

,,Kolor jest czymś, co zwróciło moją uwagę od pierwszej chwili pobytu. Tak jak dla wrażliwego oka malarza, tak dla fotografika jest on istotą samą w sobie. Intensywność kolorów i ich głębia stwarzają przepiękne nastroje urzekającego krajobrazu, a dzieje się tak zapewne również z powodu dużej klarowności powietrza. Naturalny rytm życia wyznaczany niezmiennym taktem następujących po sobie pór roku jest tu bardziej wyrazisty niż gdziekolwiek. Kiedy żar letniego słońca zamienia się w silne wiatry, zacinające deszcze, a potem pojawiające się nagle trąby powietrzne i wirujące zamiecie śnieżne, kiedy zaczyna dokuczać mróz, a lód pokrywa całe połacie ziemi, na tej cudownie otwartej i ogromnej przestrzeni wszystko wydaje się doprawdy bardziej niezwykłe. Niesamowite niebo nad stepem wprawia w niekłamany zachwyt. Nie tylko wciąż zmieniająca się jego barwa, ale fantastyczne układy chmur, które czasem przekształcają się w napierającą falę intensywnego granatu zbliżającej się burzy czy rozgwieżdżonego po horyzont firmamentu, czynią świat nieprawdopodobnym w swej urodzie i wymiarze.”

Elżbieta Sęczykowska, ,,Mongolia. W poszukiwaniu szamanów”, Burda NG Polska, 2016, s. 71-72

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s