Jak u babci…

Wyglądała na pozytywnie zaskoczoną. Częstując mnie, zawiniętymi w szeleszczące papierki cukierkami, zadała mi pytanie, nie licząc chyba jednak wcale na odpowiedź.

A mimo wszystko odpowiedziałam. Zadziwiając samą siebie znajomością, tych przecież prostych trzech słów:

-Нэр хэн бэ?

– Ola

To tylko tyle i aż tyle. Pierwsze lody puściły. Choć może tak naprawdę w ogóle ich nie było? Weszłam do niewielkiego drewnianego domku niczym członek rodziny, przywitana najpierw w tradycyjny noworoczny sposób, a później tak po babcinemu – mocnym uściskiem i dwoma całusami w policzki. Nie pamiętam tylko jej imienia. Może w ogóle go nie podała, a może to ja nie wyłowiłam go z potoku, już tych niezrozumiałych dla mnie mongolskich słów.

Na stole leżał upieczony w całości baran, parujące buudze i kilka porcelanowych miseczek z cukierkami. Cylnuk od razy wzięła sobie na kolana jedną z nich, wybierając na początek te okrągłe i czerwone – orzechowe. Brakowało tylko herbaty. Zupełnie tak, jakbym wypowiedziała tą myśl na głos, babcia podniosła się ze zdobnego stołeczka i podeszła do rozgrzanej kozy. Zestawiła z niej srebrny czajnik. Dołożyła parę drew i wróciła z nim do stolika. Pysznie, zupełnie jak u babci…

Może świat wcale nie jest tak bardzo różnorodny? Może wszyscy jesteśmy zwyczajnie tacy sami…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s