Jak jaki z serca…

Od domu z fioletowym dachem dzieliło mnie ponad 100 kilometrów. Chodnikiem przechadzały się tylko zagubione krowy, a jaki zostały gdzieś daleko w tyle. Nie było ani jednego…

Kończył się marzec. Dni były coraz cieplejsze, a zapuszczające się coraz wyżej w swojej podniebnej wędrówce Słońce, uwolniło chodniki i nieliczne wyasfaltowane drogi od grubej warstwy lodu. Został tylko w moim sercu… Pokrywał je dzień po dniu, zdradziecką ledwie widoczną skorupką, którą jednak usilnie i desperacko próbowałam rozmrażać, wyłapując resztki ciepła z chwil, w których było dobrze. Kończyły się jednak w zastraszającym tempie. A lód narastał coraz mocniej. Przerażone jaki, ślizgały się zagubione po jego wciąż błękitnej tafli, nie rozumiejąc jak to się właściwie stało – kiedy i dlaczego? Tak bardzo się przecież starały, tak bardzo się zadomowiły. Zbite w końcu w ciasne stadko, postanowiły odejść. Bo serce to nie jest dobre miejsce do hodowania jaków…

Nie zabrały ze sobą nic prócz tabliczki gorzkiej czekolady, której jednak do tej pory nie odważyły się otworzyć i może już nigdy nie otworzą.

Lody w końcu puściły. Teraz w moim sercu znów jest ciepło i przytulnie, a jaki wędrują już tylko po błękitnym niebie. Niech już tak zostanie…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s