Nad rzeką skutą lodem

Termometr na lotnisku w Ułan Bator pokazywał -28 stopni Celsjusza. Opuszczając budynek gwarnego terminalu,  ciasno owinęłam się turkusowym, wełnianym szalikiem, czekając na uderzenie lodowatego powietrza, przesiąkniętego zapachem styczniowego mrozu

Apartament prezydencki

Znowu zmieniłam pokój. Zgarnęłam do plecaka bibeloty porozkładane pod numerem 301 i z pomocą Tsogi, przeniosłyśmy cały mój skromny dobytek, na najwyższe hotelowe piętro.

Jak jaki z serca…

Od domu z fioletowym dachem dzieliło mnie ponad 100 kilometrów. Chodnikiem przechadzały się tylko zagubione krowy, a jaki zostały gdzieś daleko w tyle. Nie było ani jednego…

Danzadarjaa Khiid

Dzieciaki wracały biegiem ze szkoły. Minęły szeroko otwartą bramę klasztoru, potem mnie, stojącą z aparatem przy drewnianym, niewysokim płocie i z głośnym śmiechem skierowały się w stronę pustej, asfaltowej drogi prowadzącej do miasta.

Nad szeroką rzeką

– A skąd właściwie wzięło się to Twoje Muron? – spytał Hubert z prowokującym uśmiechem – Kto wpadł na pomysł wybudowania miasta pośrodku niczego? – Hmm, nooo właściwie to całkiem dobre pytanie jest! – zamyśliłam się na chwilę, próbując sobie przypomnieć co konkretnie wiem na ten temat. Wiedziałam nie za wiele…

Tam gdzie kończy się chodnik

Spacerowałam skrajem asfaltowej drogi,  z której zimny wiatr zdmuchiwał resztki śniegu i drobinki wszechobecnego pyłu. Jak okiem sięgnąć szosa była pusta i ciągnęła się hen aż po horyzont, w kierunku upstrzonych nielicznymi płatami śniegu czekoladowych gór. Można powiedzieć, że miasto dobiegało w tym miejscu końca…

Ciasto marchewkowe

Było słodkawe, lekko ciepłe i aromatyczne. Skubałam utłuszczonymi palcami niestarannie ukrojony i chyba już nadgryziony kawałek, leżący samotnie na kuchennym blacie. Wskazówki ściennego zegara pokazywały godzinę 22.

девушка

,,девушка! Sto gram wódki!” – krzyknął do mnie otyły Mongoł ubrany w przyciasny, bordowy sweterek, gdy przy sąsiednim stoliku, prowadziłam nierówną walkę z zaschniętą plamą kleistego soku jabłkowego.

Cappuccino

,,Hello baby! How are you?” Chimgee puściła do mnie oczko, wyraziście podkreślone czarną kredką, a stojący obok niej barman o zazwyczaj nieprzeniknionym wyrazie twarzy, posłał mi porozumiewawczy uśmieszek i szepnął cappuccino.