Między jesienią a zimą

W mieszkaniu pachniało rano kadzidłem. Namierzyłam niewielki, spokojnie tlący się patyczek na szafce na buty, wychodząc na skąpaną w nieśmiałych słonecznych promieniach klatkę schodową. Na dworze pachniało już jednak tylko jesienią, a wspomnienie korzennej woni zniknęło za obłoczkiem zmrożonego oddechu. Przywitałam lekko marznące dłonie z uśmiechem na ustach i otulona grubym sweter z jaczej wełny, zanurzyłam się w budzące się do życia miasto. Czytaj dalej